Main Photo
Jan Paweł II
Informacje o zmarłym

Ten niezwykły człowiek, kapłan i Biskup Rzymu- zwierzchnik całego Kościoła rzymsko-katolickiego, jeden z największych Polaków w najnowszej historii naszego kraju, oprócz pełnienia posługi duszpasterskiej przez całe życie pozostał także niezrównanym poetą i dramaturgiem. Jego życie, działalność i twórczość są niezwykłym przykładem tego, jak- nie porzucając pasji i zamiłowań z młodości- można obrać zupełnie odmienną drogę- drogę posługi drugiemu człowiekowi; jak będąc osobą duchowną, konsekrowaną, pozostać przy tym zwykłym człowiekiem…



Urodził się 20 maja 1920 roku w Wadowicach jako syn Karola- porucznika i urzędnika Powiatowej Komisji Uzupełnień- i Emilii- wywodzącej się z rodu Kaczorowskich- Wojtyłów. Był drugim dzieckiem- małżeństwo miało już o wiele starszego syna Edmunda. Małego Karola ochrzczono w miesiąc po narodzinach- 20 czerwca 1920 roku w kościele parafialnym w Wadowicach, w bliskim sąsiedztwie którego mieszkała rodzina Wojtyłów.


W dzieciństwie „Lolek”- bo tak nazywali go zdrobniale koledzy- najwięcej czasu spędzał z ojcem. Po pierwsze dlatego, że został wcześnie osierocony przez matkę- Emilia zmarła 13 kwietnia 1929 roku, w wieku zaledwie 45 lat- i ojciec pozostał jego jedynym opiekunem, po drugie- ponieważ autorytet ojca- przedwojennego wojskowego bardzo imponował młodemu Karolowi i silnie oddziaływał na jego zachowanie oraz wyobrażenia o tym, jaki powinien być prawdziwy mężczyzna. „Moje lata chłopięce i młodzieńcze łączą się przede wszystkim z postacią ojca. (...) widziałem, jak umiał od siebie wymagać, widziałem, jak klękał do modlitwy. (...) Patrząc na niego nauczyłem się, że trzeba samemu sobie stawiać wymagania i przykładać się do spełniania własnych obowiązków”- wspominał po latach. Starszy brat- student medycyny, potem lekarz, choć również odgrywał ważną rolę w życiu małego Lolka, to jednak jego obowiązki zawodowe sprawiały, iż nie mógł poświęcać młodszemu bratu tyle czasu, co ojciec, który był najlepszym towarzyszem podczas wycieczek po okolicy i niezrównanym partnerem do rozmów i dyskusji. Mimo tego, iż zapracowany brat Edmund nie miał dla Karola wiele czasu, mimo znacznej różnicy wiekowej miedzy nimi, Lolek zżył się z bratem bardzo silnie. Tym większa tragedią była dla młodego chłopca śmierć brata w 1932 roku. Zaledwie 26-letni lekarz zaraził się szkarlatyną od jednej ze swoich pacjentek i zmarł wycieńczony przez chorobę w szpitalu w Bielsku, gdzie pracował.


W 1930 roku Karol Wojtyła rozpoczął ośmioletni okres nauki w Państwowym Gimnazjum Męskim im. Marcina Wadowity w rodzinnym mieście. Spośród pozostałych uczniów gimnazjum wyróżniały go- niezwykle świadome i dorosłe, jak na wiek gimnazjalny- wiara i przekonania religijne. Zapewne dlatego ksiądz Kazimierz Figlewicz- opiekun koła ministrantów, zachęcił Karola do przystąpienia do „służby ołtarza”. Koleżeński, lubiany przez rówieśników, a przede wszystkim wychowany w niezwykle religijnej rodzinie Lolek szybko piął się po szczeblach ministranckiej kariery- w niedługim czasie został prezesem koła ministrantów! Wspomniany ksiądz Figlewicz- szkolny katecheta i opiekun ministrantów- miał ogromny wpływ na rozwój duchowy młodego Wojtyły.


Drugą stroną życia, jaką odkrył dla siebie gimnazjalista Karol był teatr. Należał do „koedukacyjnego” Koła Teatralnego stworzonego przez wadowickich polonistów: z męskiego gimnazjum im. Wadowity i żeńskiego- imienia Michaliny Mościckiej.

W maju 1938 roku Karol Wojtyła ukończył naukę w gimnazjum dzierżąc w ręce świadectwo maturalne z najwyższą notą- oceną celującą. Wysokie wyniki na świadectwie otwierały mu drzwi do niemal wszystkich uczelni wyższych, i to bez egzaminów wstępnych! Wbrew oczekiwaniom niektórych ze swego otoczenia wzorowy ministrant Wojtyła wybrał polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie- mieście położonym niedaleko rodzinnych Wadowic, do którego nie raz „zawędrował” podczas wycieczek z ojcem i posiadającym- co istotne dla młodego aktora i literata- sporą, kuszącą ofertę kulturalną, a przede wszystkim teatralną...  „W okresie kończenia szkoły średniej i rozpoczęcia studiów wyższych różne osoby z mego otoczenia myślały, że wybiorę powołanie kapłańskie. Natomiast ja sam w tym okresie urobiłem sobie przekonanie, że powinienem  zostać świeckim chrześcijaninem. (...) Myśl o kapłaństwie raczej dość zdecydowanie odsuwałem”- wspominał po latach.


Przeprowadził się wraz z ojcem do rodzinnego domu matki- przy ulicy Tynieckiej w Krakowie. Od rozpoczęcia studiów, jeszcze przed wojną, w październiku 1938 roku do roku 1941- czyli już podczas okupacji, brał udział w spotkaniach grupy literackiej stworzonej na Wydziale Filozoficznym UJ oraz studenckiej grupy teatralnej. Trwająca wokół wojna, co raz gorsze warunki bytowe i co raz ostrzejsza polityka okupanta odebrały Wojtyle możliwość kontynuowania studiów. Uniwersytet został oficjalnie zamknięty przez nazistowskie władze. Karol Wojtyła, chcąc znaleźć sobie w tych ciężkich czasach jakieś zajęcie i zapewnić sobie i ojcu w miarę godziwe warunki życia zatrudnił się jako pracownik fizyczny w krakowskich zakładach chemicznych Solvay. Pracował w kamieniołomie w Zakrzówku i oczyszczalni sody w Borku Fałęckim. Mniej więcej w tym samym czasie, chcąc uczestniczyć także w działalności podziemnej wstąpił do polityczno- wojskowej katolickiej organizacji o nazwie Unia, która zajmowała się między innymi pomocą rodzinom żydowskim, wśród których Wojtyła miał wielu znajomych.


W 1940 roku poznał Jana Tyranowskiego- osobę, która odegrała niezwykle ważną rolę w rozwoju świadomości religijnej Karola- studenta. Tyranowski był świeckim pasjonatem, krzewicielem i swoistym ”podwórkowym pedagogiem”, nauczycielem duchowości i myśli chrześcijańskiej. W Krakowie prowadził koło wiedzy religijnej dla młodzieży męskiej.


W 1941 roku, w Krakowie młodego Wojtyłę spotkała kolejna utrata bliskiej osoby- 18 lutego zmarł jego ojciec. Karol w wojennej zawierusze został sam... Jesienią, tego samego roku Wojtyła założył wraz z przyjaciółmi ze studiów Teatr Rapsodyczny. Od tej pory sceniczna działalność wypełniła Karolowi pustkę po utracie przyjaciela i autorytetu, jakim był dla niego ojciec. Dokładnie 1 listopada, w wigilię dnia Wszystkich Świętych, Teatr wystawił swoje pierwsze przedstawienie. Spektakle młodych aktorów, organizowane potajemnie, nawiązujące do klasyki polskich dzieł literackich, były dla ówczesnych mieszkańców zniewolonego, przemianowanego na Generalną Gubernię, Krakowa wspaniałą kulturalną „pożywką”. Nieoczekiwanie, w 1942 roku Wojtyła porzucił Teatr Rapsodyczny i wstąpił do tajnego Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Krakowie. Jednak jak wspominał później jeden z kolegów Wojtyły- Tadeusz Kudliński, w odniesieniu do późniejszej działalności duszpasterskiej i papieskiej Wojtyły: „Trudno byłoby nie dostrzec tej teatralnej i rapsodycznej przeszłości w zewnętrznej postawie przy przemówieniach i wystąpieniach Ojca Świętego”. W tym samym czasie rozpoczął także studia teologiczne na działającym w podziemiu, w konspiracji Uniwersytecie Jagiellońskim. Od kwietnia 1945 roku do sierpnia następnego roku pracował także na UJ–ocie jako asystent- prowadził seminaria z historii dogmatu.

                                                                                                                                     1 listopada 1946 roku, a więc już po wojnie, otrzymał święcenia kapłańskie. Od tego momentu dawny Lolek Wojtyła stał się księdzem Wojtyłą, którego dalsza kariera w hierarchii kościoła miała przebiegać niezwykle szybko i błyskotliwie... 2 listopada jako neoprezbiter odprawił mszę świętą prymicyjną w krypcie Św. Leonarda w katedrze na Wawelu. Już kilka dni później wyjechał do Rzymu, aby kontynuować studia na Papieskim Uniwersytecie Świętego Tomasza z Akwinu. Uczelnię ukończył w 1948 roku z dyplomem summa cum laude. Następnie napisał po łacinie rozprawę doktorską „Zagadnienie wiary u Świętego Jana od Krzyża”. Praca ta była echem krakowskich katechez Jana Tyranowskiego, podczas których Wojtyła po raz pierwszy zetknął się z pismami świętego. Co ciekawe, dla potrzeb doktoratu ksiądz Wojtyła, aby móc czytać dzieła mistyka w oryginale, nauczył się języka hiszpańskiego! Niestety, z powodu braku funduszy na wydanie rozprawy drukiem, Karol Wojtyła nie otrzymał tytułu doktora. Godność ta została mu przyznana dopiero jakiś czas później, już w Polsce.


W lipcu 1948 roku ksiądz Wojtyła został skierowany do pracy w parafii w Niegowici, gdzie przez siedem miesięcy był wikariuszem i katechetą: z młodzieżą pracował jednak nie tylko podczas lekcji religii, ale także w czasie dalekich wędrówek, wycieczek czy rozgrywek sportowych. W marcu 1949 roku, ku wielkiemu smutkowi parafian z Niegowici, przeniesiono go do parafii świętego Floriana w Krakowie. Tutaj także szczególnie wiele czasu poświęcał młodym ludziom- ku niezadowoleniu ówczesnej milicji, która starała się tępić wszelkie przypadki zbyt „nachalnej” katechizacji. Wojtyła potrafił jednak zmylić milicyjne furgonetki. Idąc z młodzieżą w góry ściągał sutannę i dyskutował z uwielbiającymi go młodymi ludźmi jako „wujek”, co zresztą bardzo podobało się zaprzyjaźnionym z nim chłopcom i dziewczętom.


W 1951 roku Wojtyła został skierowany na dłuższy urlop, w czasie którego miał skończyć pracę habilitacyjną. W ten sposób dla młodego księdza rozpoczął się okres nie tylko wytężonej pracy naukowej, ale także literackiej. Pisał artykuły publicystyczne i eseje o tematyce filozoficznej, takie jak na przykład „Personalizm tomistyczny – o Tomaszu z Akwinu” czy „O humanizmie św. Jana od Krzyża”, które publikował w krakowskich magazynach katolickich: w „Znaku” i ‘Tygodniku Powszechnym”. Lata 50. nie były jednak początkiem kariery Wojtyły- literata. Karol pisywał już wcześniej. Pierwszy zbiór wierszy stworzył już w 1939 roku, a więc na początku studiów polonistycznych. Zatytułował go „Renesansowy psałterz” (tom został jednak wydany dopiero w 1999 roku)- w hołdzie dla bogatej tradycji polskiej, którą opiewał w swoich wierszach, i którą na każdym kroku stykał się podczas życia w Krakowie. Podczas wojny Wojtyła stworzył poemat „Pieśń o Bogu ukrytym”- utwór pełen mistyki, nawiązujący do myśli świętego Jana od Krzyża- jednego z jego ulubionych filozofów chrześcijańskich. Poezja Wojtyły jest niezwykle metafizyczna- to mieszanina uporządkowanego, precyzyjnego stylu z „wizyjnością” przedstawianych w niej obrazów i głęboką ekspresją.


W grudniu 1953 roku rozprawa habilitacyjna pod tytułem ”Ocena możliwości oparcia etyki chrześcijańskiej na założeniach systemu Maksa Schelera” została jednogłośnie przyjęta przez Radę Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wojtyła jednak nie uzyskał habilitacji... z powodu odmowy ówczesnego Ministerstwa Oświaty! Mimo braku poparcia dla rozwoju jego naukowej kariery ze strony władzy, ksiądz Wojtyła wykładał na kilku uczelniach wyższych. Prowadził zajęcia w seminariach duchownych oraz na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Zajmował się przede wszystkim teologią moralną, etyką małżeńską oraz historią filozofii. Jak wspominali po latach jego studenci- był wykładowcą niezwykle wymagającym, lecz przy tym także niebywale sprawiedliwym i traktującym studenta jako godnego partnera do dyskusji.


W 1958 roku Karol Wojtyła zostaje mianowany biskupem pomocniczym diecezji krakowskiej. Konsekracji biskupiej dokonał 28 września 1958 roku w katedrze na Wawelu arcybiskup Eugeniusz Baziak. Hasłem przewodnim nowo obranego biskupa stało się zawołanie maryjne „Totus tuus”- „Cały Twój”. W 1962 roku biskupa Wojtyłę mianowano- dostrzegając zapewne jego literackie i teatralne ciągoty- krajowym duszpasterzem środowisk twórczych i inteligencji. Jako biskup, Wojtyła aktywnie uczestniczył także w obradach Soboru Watykańskiego II, który przypadł na lata 1962- 1965.  30 grudnia 1963 roku biskup Wojtyła został mianowany arcybiskupem metropolitą krakowskim w miejsce zmarłego pół roku wcześniej, wspomnianego już arcybiskupa Baziaka. W 1965 roku otworzył proces beatyfikacyjny siostry Faustyny Kowalskiej ze zgromadzenia sióstr Matki Bożej Miłosierdzia z podkrakowskich Łagiewnik. W 1967 roku ksiądz Wojtyła wstąpił na kolejny, wyższy szczebel władzy kościelnej: 26 czerwca tegoż roku otrzymał nominację na kardynała. Jak sam skwitował tę decyzję: „Niezbadane są wyroki Boże, chylmy przed nimi głowy”. Wyjechał do Rzymu i już 29 czerwca podczas uroczystej ceremonii w Kaplicy Sykstyńskiej papież Paweł VI włożył na głowę Karola Wojtyły czerwony, kardynalski biret.


Koniec lat 60. to kolejny niezwykle płodny okres na niwie twórczości literackiej Wojtyły. Pod pseudonimem Andrzej Jawień wydał dwa dramaty: „Przed sklepem jubilera” i „Promieniowanie ojcostwa”. W 1969 roku wydał filozoficzną monografię zatytułowaną „Osoba i czyn”, a w 1972 roku książkę o Soborze Watykańskim II, w którym wcześniej dane było mu uczestniczyć. Powoli stawał się co raz bardziej znany nie tylko w kraju, ale i za granicą... Można chyba powiedzieć, iż w tamtym okresie, obok ówczesnego Prymasa Polski- kardynała Stefana Wyszyńskiego, był najpopularniejszym polskim duchownym, a na pewno- najważniejszą postacią Episkopatu Polski.

Jako kardynał Wojtyła odbył wiele podróży zagranicznych; często wyjeżdżał ze względu na zaproszenia od środowisk uniwersyteckich z całego świata, by dzielić się swymi przemyśleniami z młodymi ludźmi, z którymi tak bardzo lubił pracować. W 1976 roku papież Paweł VI zaprosił go do Watykanu- miał tam wygłosić specjalne rekolekcje wielkopostne (które wydano zresztą później w wersji książkowej!)


Po śmierci papieża Pawła VI w sierpniu 1978 roku, na uroczystym konklawe nowym papieżem wybrano kardynała Albino Luciani, który przyjął imię Jana Pawła I. Niestety, jego panowanie na „stolicy Piotrowej” trwało niespełna miesiąc. Jan Paweł I zmarł nagle, ku wielkiemu żalowi wszystkich wiernych, w tym także kardynała Wojtyły, który wiązał z jego pontyfikatem spore nadzieje. Na zwołanym po śmierci Jana Pawła I drugim konklawe w październiku 1978 roku wybrano nowego papieża, który obrał sobie imię świadczące o chęci kontynuowania rozpoczętej przez Jana Pawła I misji: „Jako posłuszny syn Kościoła, jako człowiek żywej wiary, choć świadom swojej niegodności, z szacunku dla Was, Umiłowani Elektorowie, wybór przyjmuję. A wybieram sobie imię mojego poprzednika, Jana Pawła (...) dlatego, że zostało nie wykonane dzieło mojego Poprzednika, który zostawił światu uśmiech i wielkie nadzieję”. Słowa te wygłosił nie kto inny, jak… Kardynał Wojtyła! Wybór Polaka na głowę kościoła do dziś pozostaje chyba największym wydarzeniem w najnowszej historii naszego kraju. Wynik kardynalskich wyborów ze zwołanego po śmierci Jana Pawła I konklawe ogłoszono 16 października, i wtedy też nowy Ojciec Święty „zaprezentował” się zgromadzonym na placu Świętego Piotra w Rzymie wiernym. Wtedy to, podczas inauguracji pontyfikatu wygłosił słowa, wspominane do dziś: „I oto najczcigodniejsi kardynałowie powołali nowego biskupa Rzymu. Wezwali go z kraju dalekiego. (...) Bałem się przyjąć ten wybór, ale zrobiłem to w duchu posłuszeństwa Panu naszemu Jezusowi Chrystusowi i w całkowitym zaufaniu do Jego Matki (...). Nie wiem, czy będę umiał wysłowić się w waszym... naszym języku włoskim. Gdybym się pomylił, poprawcie mnie”. Wypowiedź, okraszona błędem językowym, właśnie w zdaniu, w którym nowo obrany papież prosił o poprawianie swoich pomyłek, szybko przeszła do historii, jako jedna z wielu anegdot związanych z niezwykłym pontyfikatem Polaka. Od tamtego, pamiętnego 16 października 1978 roku, Jan Paweł II pełnił funkcję głowy Kościoła przez następne 26 lat. Jest to jeden z najdłuższych papieskich pontyfikatów w historii Kościoła Katolickiego.


Pontyfikat Jana Pawła II był również największym pod względem liczby wyniesionych przez niego na ołtarze świętych i błogosławionych, odbytych podróży i udzielonych nominacji kardynalskich! Od 455 lat był ponadto pierwszym papieżem, który nie pochodził z Włoch!


Pontyfikat Jana Pawła II był chyba także jednym z najniebezpieczniejszych w historii…

13 maja 1981 roku podczas audiencji generalnej na Placu Świętego Piotra Jan Paweł II został postrzelony przez Mahmeta Ali Agce- tureckiego zamachowca. Strzały ugodziły papieża w brzuch i rękę, jednak nie okazały się śmiertelne. Po wypadku poddany długiej operacji papież nigdy nie odzyskał jednak już sprawności fizycznej sprzed zamachu. W późniejszych latach miało się okazać, że wypadek, który okazał się szczęśliwy- o tyle o ile nie zakończył się śmiercią papieża, sprawił jednak, że Ojciec Święty zapadał na wiele dolegliwości będących następstwem powikłań po postrzale. Jan Paweł II nigdy jednak nie ukrywał swego cierpienia. Dla wiernych pozostał przykładem tego, jak znosić je godnie i z brakiem wyrzutów wobec ciężkiego losu.


Rok po zamachu na Placu Świętego Piotra, Jan Paweł II udał się do Fatimy, miejsca cudownych objawień maryjnych, aby podziękować swojej patronce za ocalenie i jeszcze raz powtórzyć jej akt zawierzenia: „Totus tuuus”. 13 maja 1982 roku podczas nabożeństwa dziękczynnego w fatimskiej bazylice wydarzył się jeszcze jeden wypadek- tym razem jednak nie tak groźny. Niezrównoważony psychicznie hiszpański kapłan ugodził Ojca Świętego nożem. Cios nie był jednak zbyt dotkliwy- papież spokojnie dokończył odprawianie nabożeństwa, a o całym zajściu przez lata wiedzieli jedynie jego najbliżsi współpracownicy.

     

To, że był niezwykłym poliglotą pomagało Janowi Pawłowi II w nawiązywaniu kontaktów podczas papieskich pielgrzymek po całym świecie oraz zbliżało do niego ludzi, którzy za każdym razem, w każdym miejscu na świecie uważali go za „swojego”. Swobodnie posługiwał się językiem włoskim, francuskim, niemieckim, angielskim, hiszpańskim, portugalskim, a także po łacinie i w klasycznej grece!

W czasie pontyfikatu odbył 104 pielgrzymki- odwiedził wszystkie (zamieszkałe) kontynenty. Był pierwszym biskupem Rzymu, który odwiedził Wielką Brytanię. Najwięcej- bo aż osiem razy- pielgrzymował oczywiście do Polski.

Jako głowa Kościoła Katolickiego dbał także o budowanie dobrych stosunków z wyznawcami innych

religii.                                                                                                                      Szczególnie zabiegał o zbudowanie porozumienia ze społecznością żydowską. Niejednokrotnie w swoich orędziach lub pismach poruszał problem różnic i punktów wspólnych pod względem teologicznym między chrześcijaństwem a judaizmem, zwracając uwagę na to, że obie religie mają przecież wspólne korzenie. Zdaniem wielu szczególny stosunek Jana Pawła II do Żydów wiąże się z jego przeżyciami z okresu II wojny światowej, podczas której zostało straconych przez nazistów wielu żydowskich przyjaciół Wojtyły. Papież potępił antysemityzm i uznał go za pogląd niezgodny z nauką chrześcijańską, a w roku 2000, roku Wielkiego Jubileuszu dokonał historycznego aktu- wyznania win Kościoła Katolickiego, z których wiele dotyczyło postawy Kościoła wobec kwestii żydowskiej- w czasie II wojny światowej i nie tylko. W kontekście stosunków katolicko- żydowskich niezwykle ważnymi wydarzeniami były wizyta Jana Pawła II w Wielkiej Synagodze w Rzymie w 1986 roku- pierwsza papieska wizyta w synagodze od początku chrześcijaństwa (!) oraz pielgrzymka do Ziemi Świętej w marcu 2000 roku, podczas której Jan Paweł II modlił się pod Ścianą Płaczu.


Jan Paweł II pragnął także pojednania między Kościołami chrześcijańskimi.


Zniwelował większość barier- elementów ceremoniału, które utrudniały „zwykłym” wiernym kontakt z papieżem i podkreślały rangę, wyjątkowość zajmowanego przez papieża stanowiska. Był więc papieżem bliskim ludziom, nie tylko w sensie metaforycznym, ale i dosłownym- jak żaden wcześniejszy Biskup Rzymu, spotykał się z wiernymi na prywatnych audiencjach, błogosławił, przytulał, całował dzieci podczas przejazdu po Placu Świętego Piotra... Swojej postawy nie zmienił nawet po zamachu. Kontakty z ludźmi były dla niego ważniejsze niż własne bezpieczeństwo. 

W 1985 roku zapoczątkował tradycję Światowych Dni Młodzieży: odbywających się co roku w innym miejscu na świecie spotkań młodych ludzi, połączonych ze wspólną modlitwą, konferencjami i koncertami. W 1991 roku Światowe Dni Młodzieży obchodzone były w Polsce, w Częstochowie!                                                                                                      Papież co roku przygotowywał specjalne orędzie do młodzieży, które było wygłaszane podczas tej uroczystości. Gdy tylko mógł, sam również uczestniczył w tym niezwykłym wydarzeniu. 


Od początku lat 90. Jan Paweł II cierpiał na chorobę Parkinsona, której wystąpienie mogło być związane z ujawnieniem się pewnych powikłań po postrzale z 1981 roku. Długoletnie zmagania się papieża z postępującą z każdym rokiem chorobą i związanym z nią cierpieniem do dziś są dla wielu przykładem prawdziwie chrześcijańskiej postawy wobec cierpienia oraz świadectwem tego, iż godność człowieka jest prawem ”nieusuwalnym” i przysługującym każdemu człowiekowi- należnym także osobom w podeszłym wieku lub nieuleczalnie chorym, które mają takie samo prawo do życia, jak ci zdrowi i młodzi! Jan Paweł II często podkreślał podobieństwo ludzkiego cierpienia do męki krzyżowej Chrystusa. 13 maja 1992 roku, w rocznicę pamiętnego zamachu, ustanowił Światowy Dzień Chorego.


Wiosną 2005 roku stan zdrowia Jana Pawła II pogorszył się, w wyniku czego Ojciec Święty ostatnie miesiące swego życia spędził w zasadzie jedynie w szpitalu, co było niezwykle smutne dla prowadzącego „publiczny” tryb życia papieża oraz dla tłumów oczekujących na spotkanie z nim pielgrzymów.            

Jan Paweł II zmarł w nocy 2 kwietnia 2005 roku, z dala od ojczyzny, w Watykanie, o pamiętnej godzinie 21: 37, otoczony pamięcią i modlitwą tysięcy ludzi- nie tylko chrześcijan, zebranych na Placu Świętego Piotra ale także wiernych zebranych w wielu innych miejscach czuwania, porozrzucanych po całym świecie... Jego ciało złożono w grobowcu w tak zwanych Grotach Watykańskich, w krypcie błogosławionego Jana XXIII, w podziemiach Bazyliki Świętego Piotra w Watykanie. W jego pogrzebie uczestniczyli także przedstawiciele innych wyznań, w tym duchowni islamscy i żydowscy oraz ponad 200 głów państw z całego świata. Wielu z zebranych podczas pogrzebu na Placu Świętego Piotra wiernych przyniosło ze sobą transparenty z napisem: „Santo subito!”, co znaczy: „Święty natychmiast!”. 

Ostatnio dodane wpisy
24.02.2012 17:38 Krysia

Ojcze śwęty miej w opiece Monikę.Dziękuję.
20.01.2012 06:10 Michał z Nowej Soli

NA ZAWSZE W NASZEJ PAMIĘCI . NIE UMIERA TEN KTO ŻYJĘ W SERCU I PAMIĘCI ŻYWYCH - NON OMNIS MORIAR
30.10.2011 17:15 Marta

Ojcze, módl się za mnie - proszę
15.09.2011 07:45 wierna

Proszę o sprostowanie daty urodznie.Wstyd podawać złą!
03.07.2011 12:06 kasia

modl sie za nami-dopomoz mi